• USA1banner.jpg
  • USA2banner.jpg
  • USA3banner.jpg
  • USA4banner.jpg
  • USA5banner.jpg
  1. Start!
  2. Nasza Ciekawość Świata
  3. Inne kontynenty
  4. Ameryka Północna
  5. 2026 - Panama Expedition. Rejs Bonaire - Panama

2026 - Panama Expedition. Rejs Bonaire - Panama

Styczeń, w kraju zimno i szaro. Wspaniale jak jest możliwość wyrwania się do ciepła i słońca, a rejs jest zawsze fajną przygodą. Tym razem czekały na nas Karaiby w swojej południowej odsłonie. Gabryś  z Fancylobster wymyślił projekt pn. „Panama Expedition”, do którego należał odcinek z Bonaire, niewielkiej wyspy leżącej na Morzu Karaibskim wchodzącej w skład Antyli Holenderskich, do Panamy, na który my też trafiliśmy. Późnym wieczorem, po długim locie z kraju razem z Mirelką i Jurkiem dotarliśmy do mariny Harbour Village gdzie stał nasz jacht s/y „Albert”. Tu już czekała reszta załogi. Jak się później okazało byli to fantastyczni żeglarze i ciekawi ludzie. Jak to na początku powitanie, zaokrętowanie i do roboty, czyli przede wszystkim ustalenie listy zakupów.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Rankiem po zakupach i ogarnięciu produktów wypłynęliśmy z Bonaire. Gabryś niestety nie mógł z nami płynąć, ale zostawił nas pod opieką Piotra, doświadczonego skipera. Wypłynęliśmy przy pięknej pogodzie, ze słoneczkiem i malowniczymi chmurkami na niebie. Przyjemny szum wody (niestety na początku też mniej miłe odgłosy silnika) to jest ten klimat.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Jako, że okolice Bonaire słyną z Parku Morskiego i pięknych miejsc do nurkowania zakotwiczyliśmy w jednej z zatoczek. Trafiliśmy średnio jeśli chodzi o krajobrazy podwodne, ale i tak fantastycznie było popływać w ciepłym morzu.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Naszym pierwszym celem była Aruba. Niestety w tych rejonach nie jest tak prosto. My płynęliśmy z Bonaire na Arubę, czyli niby obie wyspy są związane z Królestwem Niderlandów , a jednak mają one odrębny status prawny i celny ( Aruba jest autonomicznym krajem w ramach Królestwa Niderlandów, podczas gdy Bonaire to gmina specjalna Niderlandów).

Dla nas oznaczało to, że cumując w dość paskudnym miejscu musieliśmy przejść lokalną kontrolę paszportową i celną co trwało ponad dwie godziny. Procedury to mieszanka papierologii z elektronicznymi formularzami co na dodatek kosztowało trzydzieści parę dolarów od osoby.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Po odprawie ruszyliśmy do wygodnej mariny położonej niedaleko lotniska na Arubie. Pyszna obiadokolacja i ciekawy drink rumowy wprowadziły karaibski nastrój.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Rankiem wybraliśmy się na wycieczkę po wyspie. Wynajęliśmy mikrobus z kierowcą i ruszyliśmy. Kierowca z dumą opowiadał nam jakie to wspaniałe hotele mijamy, co można zjeść i jak spędzić wolny czas. Nas taka forma zwiedzania mało interesuje, ale trzeba przyznać, że elegancko to wyglądało. Jadąc malowniczym wybrzeżem dotarliśmy na północno-zachodni kraniec wyspy gdzie na wzgórzu Hudishibana stoi California Lighthouse (Faro) – latarnia morska z 1910 roku. Roztacza się stąd niezły widok.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Niedaleko, przy czarnej kamienistej plaży leżą ruiny Bushiribana upamiętniające XIX-wieczną hutę złota. Weszliśmy na kamienne mury, aby podziwiać widoki na ocean i zrobić zdjęcia.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Następnym widokowym miejscem był niestety zawalony już Natural Bridge. Na szczęście Baby Natural Bridge jeszcze stoi. Fantastyczne efekty dawały fale rozbijające się o czarne skały. 

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Część załogi podjechała na spacer do jaskini, a my z Zosią i Piotrem postanowiliśmy pospacerować po Oranjestad, stolicy Aruby znanej z kolorowych budynków odzwierciedlających holenderski styl kolonialny.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Po powrocie na jacht Zosia przygotowała pyszne ziemniaczki z jajkami sadzonymi i mizerią. Później zaś mieliśmy trudny wybór: który rum wybrać? Dużym zainteresowaniem cieszył się zielony, który kupiliśmy wcześniej na Bonaire.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Rankiem wypłynęliśmy w kierunku Santa Marta. Przed nami było 280 mil żeglugi. Płynęliśmy i płynęliśmy samotnie bez towarzystwa innych jachtów, a i statków też było niewiele. Na szczęście żeglugę umiliły nam delfiny. 

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Okazało się, że Robert ma talent kulinarny. Wszystko co przygotowywali z Kasią było pyszne! Dla nas największym zaskoczeniem było robienie kiszonej kapusty na pełnym morzu.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Do Kolumbijskiego miasta Santa Marta dopłynęliśmy po południu. Udało się zacumować w marinie. 

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Wieczorem poszliśmy do miasta. Założone w 1525 roku miasto jest niezwykle klimatyczne, a ponieważ zaczynał się karnawał w wielu miejscach rozbrzmiewała muzyka co dodawało jeszcze uroku. Spacerując podziwialiśmy zabudowę. Naszą szczególną uwagę zwróciła Casa de la Aduana, budynek, w którym obecnie znajduje się Muzeum Złota. Szkoda, że było już zamknięte. 

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Niedaleko centrum znajduje się Bazylika katedralna św. Marty – jeden z najważniejszych i najstarszych zabytków zarówno Kolumbii, jak i całej Ameryki Południowej. Wnętrza katedry nie udało się zobaczyć ponieważ odbywała się w niej jakaś prywatna ceremonia.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Na obrzeżach miasta, przy stadionie klubu Union Magdalena znajduje się Pomnik Carlosa Valderramy („El Pibe”) najsłynniejszego piłkarza w historii Kolumbii. Tą 6-metrową brązową statuę odsłonięto w 2002 roku. Podczas naszej wizyty pod pomnikiem odbywały się tańce.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Spacerując po mieście wypatrywaliśmy ofert jednodniowych wycieczek po wyspie. Kasia z Anią dokonały wyboru i tak następnego dnia ruszyliśmy w góry Sierra Nevada w pobliże wioski Minca. Naszym celem były wodospady Sendro a Pozo Azul. Ścieżką wśród bujnej roślinności po około 30 minutach dotarliśmy do naturalnych basenów. Część z naszej załogi postanowiła się wykąpać. Niestety piękne okoliczności przyrody były też rajem dla meszek.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Zjechaliśmy z gór nad samo morze. Po drodze zatrzymaliśmy się na punkcie widokowym z widokiem na malowniczą zatokę Taganga.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Nad morzem, na plaży Playa Grande zjedliśmy rybkę, po czym my z Zosią pozwoliliśmy sobie na sesję z rybkami.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Kolejne 2 dni spędziliśmy w morzu. Płynęliśmy do Cartageny, dużego przemysłowego miasta, którego wieżowce dzielnicy finansowej. Przyciągały wzrok

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Cartagena de Indias jest obecnie stolicą departamentu Bolivar. Miasto zostało założone w XVI stuleciu przez Pedra de Heredię. Otoczone murami historyczne centrum w 1984 roku zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego UNESCO Tradycyjnie zwiedzanie zaczęliśmy od wieczornego spaceru. Przez rozświetlony park doszliśmy do murów obronnych, które ciągną się podobno przez 11 kilometrów. Głównym wejściem do Starego Miasta jest charakterystyczna brama Boca del Puente. W 1874 roku na jej szczycie osadzono zegar, który został sprowadzony z USA, jednak po 64 latach został zmieniony na szwajcarski. Obecna wieża zegarowa jest uznawana za jedną z najpiękniejszych wież tego typu na świecie. Weszliśmy do starego centrum. Kolorowe budynki, roześmiani ludzie i tańce na placach – to jest to czego oczekiwaliśmy. 

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie 1)

Spacerując weszliśmy do ciekawego XVII wiecznego kościoła św. Piotra Klawera.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Przez Getsemani - dzielnicę artystyczną Cartageny wróciliśmy na jacht.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Rankiem, częściowo murami miasta, dotarliśmy na wzgórze San Lazaro do zamku San Felipe de Barajas - jednego z najważniejszych obiektów obronnych w Ameryce Łacińskiej. Forteca jest uznawana za jeden z siedmiu cudów Kolumbii. Zamek został wzniesiony w XVII w. w celu ochrony miasta przed atakami piratów i wrogów kolonii hiszpańskiej. Na nas duże wrażenie zrobił rozbudowany system podziemnych tuneli (ok. 600 m), które połączone są z różnymi pomieszczeniami np. ze spiżarnią.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Naprzeciwko twierdzy znajduje się muzeum czekolady, którego nie mogliśmy odpuścić. Można tam było popróbować czekoladowego piwa i kupić bajecznie kolorowe czekoladki.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Nieco naokoło, przechodząc obok znanego pomnika Monumento a la India Catalina dotarliśmy na starówkę. Spacerując po uliczkach miasta udało się nam wejść do jednej z najstarszych świątyń na terenie Ameryki – Catedral Santa Catalina de Alejandra (Katedra św. Katarzyny Aleksandryjskiej), gdzie w środku znajduje się precyzyjnie wykonany drewniany ołtarz zdobiony złotem.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Około południa – po kolejnej rundzie zmagań z celnikami i służbami imigracyjnymi wyruszyliśmy w morze. Celem był archipelag Islas de Rosario. Pospacerowaliśmy po wyspie i zostaliśmy na noc w spokojnej zatoce.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie 1)

Wczesnym rankiem kolejnego dnia ruszyliśmy w morze. Zmiana flagi na Panamską i kierunek San Blas. Bardzo oczekiwany przez nas archipelag San Blas (Guna Yala) to autonomiczny archipelag w Panamie na Morzu Karaibskim składający się z ponad 370 wysepek, z których większość jest bezludna. Wyspy słyną z białego piasku, palm kokosowych i kultury Indian Guna. Niestety nie trafiliśmy z pogodą i całość prezentowała się trochę słabo w deszczu i chmurach. 

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Rdzenna ludność zamieszkująca San Blas to Indianie Guna (dawniej Kuna). Mieszkają oni na około 50 wyspach. Podpływając do wysp często widzieliśmy ich bambusowe chaty. Wioski prowadzone są przez wodzów (saila), którzy dbają o tradycję i prawo. Tradycyjny strój prawie zawsze zawiera elementy „mola” czyli kawałki materiału o misternych, wielowarstwowych aplikacjach wyrabianych przez kobiety. 

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Po trzech dniach spędzonych na San Blas skierowaliśmy się do Linton, naszego ostatniego portu położonego na stałym lądzie Panamy

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Opuszczanie jachtu nigdy nie jest przyjemne, ale na szczęście mieliśmy zaplanowany jeszcze jednodniowy pobyt w Panamie. Tylko Kasia z Robertem i Zosia śpieszyli się prosto na lotnisko. Ania i Mario zamieszkali na starówce, a my z Mirelką i Jurkiem w dzielnicy finansowej. Trzeba przyznać, że przejazd do dzielnicy finansowej robił wrażenie.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Po zameldowaniu się w hotelu podjechaliśmy metrem na starówkę. Panama City jest stolicą Panamy. Piękne budynki i place. Spacerowaliśmy do późnego wieczora.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

W ostatni dzień pobytu wynajęliśmy taksówkę z kierowcą-przewodnikiem. Mieliśmy czas tylko do 16.00 więc musieliśmy wybrać to co najważniejsze. Najpierw pojechaliśmy nad Kanał Panamski zobaczyć tą jedną z najważniejszych dróg morskich świata. Podjechaliśmy do Śluzy Miraflores gdzie z tarasów widokowych obserwowaliśmy poruszające się statki i holowniki. W programie był też ciekawy film o budowie kanału, który w 1914 roku połączył oceany Atlantyk i Pacyfik. 

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Po zwiedzeniu Śluzy podjechaliśmy pod pomnik Goethalsa poświęcony głównemu inżynierowi Kanału Panamskiego. Cały pomnik wykonany jest z marmuru z Vermont, a na jego eleganckiej konstrukcji widnieją nazwy wszystkich trzech śluz tj. Miraflores, Pedro Miguel i Gatun). Na wzgórzu za pomnikiem znajduje się Budynek Administracji Kanału Panamskiego.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Jeszcze zdążyliśmy przejechać się mostem łączącym dwie Ameryki i podjechać do "Uliczki kapeluszy" znanej lokalnie jako La Calle de los Sombreros, która znajduje się w historycznej dzielnicy Casco Viejo.

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

Widoczki na Panama City i zdjęcie w porcie jachtowym przy napisie PANAMA na długo zostaną w pamięci. 

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

To była ciekawa przygoda. Przepłynęliśmy ponad 770 mil morskich. Odwiedziliśmy egzotyczne, kolorowe kolumbijskie miasta. Archipelag San Blas pewnie byłby ładniejszy w lepszej pogodzie - ale może jeszcze kiedyś...

Kliknij miniaturkę aby powiększyć zdjęcie

 

Dorota i Jurek

UWAGA: Zdjęcia bez znaku wodnego w katalogach oznaczonych odnośnikiem 1) są autorstwa Mireli i Jurka Pawłowskich